poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czy da się pokochać taką sukę jak ja ?

Czemu pewne słowa w nas siedzą i nie chcą zniknąć ? Czemu ciągną się za nami ? Są jak demony , które zaczynają wszystko niszczyć co wypracujesz sobie. Jak bardzo mogą zranić słowa wypowiedziane przez drugiego człowieka ? Czy na prawdę ból emocjonalny-duchowy jest silniejszy jak fizyczny? Słowa bardziej bolesne od ciosu czy kanonady kul wymierzonych w Ciebie? Jaka jest tego wszystkiego skala? 
Za mną ciągną się słowa " nie kochałem Ciebie". Moja reakcja ? Płacz i wlanie w siebie takiej dawki alkoholu by nie bolało. Owszem pomogło do czasu gdy wytrzeźwiałam. Później wynajdywałam sobie tysiące zajęć by tylko nie myśleć, nie pozwolić sobie na chwilę słabości. Udawało się.
 Kolejnym stadium było wpieranie sobie, że nikt nie zdoła mnie pokochać. Jednocześnie codziennie powtarzałam słowa, że nie jestem zdolna do tak wyniosłego uczucia. To nie pomagało raczej bardziej dołowało i powodowało, że jeszcze bardziej pragnęłam by ktoś się znalazł obok mnie i wszystkiemu zaprzeczył. Przytulił, pocałował i żeby był...
Po kilku miesiącach udręki z samą sobą znalazłam ujście w okaleczaniu się... Wymagania mnie przerastały, maska ciągłej radości i uśmiechu mnie męczyła i dusiła. Czy to pomogło ? Owszem- też na jakiś czas... I to bardzo krótki. Ta ucieczka nie miała sensu, bo już po jakimś czasie musiała robić to notorycznie i najlepiej gdybym nie wychodziła z łazienki, tylko zadawała sobie sznytę za szntą by w końcu sprostać wymaganiom, by chodź na chwilę poczuć ulgę. Zdradziłam się z tym wszystkim nie wytrzymałam, chciałam by ktoś mnie ratował i uratował. Przyjaciel, który trzyma mnie w ryzach... Nie sprawdza ciała bo mi wierzy, a ja tego nie robię. 
Ależ ile można być samotnym i pocieszać się ludźmi którzy przychodzili i odchodzili ? Dawali z siebie małą drobinę by za drzwiami mieszkania udawać, że Cię nie znają.
W końcu trafił się on... Mężczyzna może nie idealny ale nie daleko mu do ideału. Kochający, przystojny, z głową na karku, potrzebujący czułości i miłości. Chociaż nasza relacja nie miała wyglądać tak jak wygląda, miał się zjawić i znikną... Tylko uczucia się wkradły. Uzależniłam się od człowieka, na którego nie zasługuję... 
Pławię się w szczęściu i radości, karmię się wspólnymi planami i marzeniami. Wszystko wydaje się takie realnie nie realne. Czuję, że wszystko jest możliwe. Sama zaczynam pracować nad sobą by mu dorównać. Nie chce stać w jego cieniu, chce mu imponować tak jak On mi... Mam postanowienia- wszystko jest takie gładkie i proste... Póki nie zjawiają się demony.
Mała chwila nie uwagi, kilka drobnych wątpliwości, a one się karmią i atakują z wielką siłą, a ja... A ja nie umiem ich powstrzymać. Burzą, taranują moje mury obronne i pozwalają by niezdrowe emocje eksplodowały. I to wszystko przez to, że ktoś kiedyś powiedział "że mnie nie kocha".... I komu się obrywa? Własnie osobie, której zależy - tak mi sie wydaje, Kocha mnie i chce być ze mną... Własnie jej bo nie potrafię ich poskromić i ujarzmić. Dzisiaj przepraszam i proszę o wybaczenie, ale na jak długo to starczy ? 
Jestem zła sama na siebie, zalewam się łzami, myślę o żyletce, która leży sobie bezpiecznie w kalendarzu i czeka aż wymięknę. I  nie wymiękam... Wolałam dalej płakać by emocje się ulotniły, a później nałożyć maskę radości i udawać  że wszystko jest w najlepszym porządku.
Liczę, że udało mi się naprawić to co spieprzyłam. Chce przeczytać, że mnie kocha więc pisze do niego "Kocham Cię skarbie :*" Dostaje zwrotnego sms-a "A ja Ciebie nie"... Świat legł mi w gruzach... Zagryzałam wargę by nie płakać... Rozryczałam się jak małe dziecko... Znowu te słowa, znowu mój demon wygrał.  Późniejszy dopisek " hehe to żarcik" nie pomógł... Znowu uwierzyłam w swoją mantrę. Znowu czuję tą pustkę... Zadaje sobie pytanie czy mnie się da pokochać ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz