środa, 27 sierpnia 2014

Cz. 1 "1+1 ? czy 2+1?"

5:30 zrywam się z łóżka bo słyszę płacz małej, przelotnie patrzę za okno pochmurno i zapowiada się na całodzienne lanie deszczu. Zje i jeszcze pośpi z dwie godzinki, a ja będę miała czas na ogarnięcie siebie i spokojne wypicie kawy. Trudno być samotną mamą, ale dziecko to skarb.
Zjadła prawie całą butelkę, to dziecko ma nieposkromiony apetyt. Ponosiłam ją, odbiło się jej, przezbrałam pampersa i zaraz usnęła, a ja teraz mogę wyjść na pierwszego i ostatniego papierosa w tym dniu.
 Białe Marlboro to jest to... Ostatnia pamiątka i nawyk po nim . Na balkonie jest dziwnie ciepło, odpalam fajkę rozglądam się po osiedlu, które jest jeszcze lekko zaspane i pojedyncze osoby wyruszają w tyradę dnia codziennego. Moją uwagę przykuła, osoba a raczej mężczyzna stojący przy trzepaku. Pomachał mi i wtedy rozpoznałam go... To On! Czego on chcę ?! Wyrzuciłam papierosa i wróciłam do domu. Po chwili dostałam sms-a : " Czemu tak uciekłaś jakbyś zobaczyła ducha. Pięknie wyglądałaś taka nieogarnięta, taką Cię zapamiętałem :) ".
Jakbym zobaczyła ducha ? Właśnie zobaczyłam zmorę mojej przeszłości, która niszczy moją teraźniejszość. Powróciły wszystkie wspomnienia, wróciło wszystko. Poczułam ja się osuwam na łóżko, spojrzałam na blizny na ręku i zalałam się łzami. Jak on śmiał wrócić po półtora roku od tak... Przecież zostawiłam go i oddałam mu jego upragnioną wolność! Zaczął układać sobie życie z inną, to jej dał pierścionek zaręczynowy, który powinien być mój. Z nią przecież był taki szczęśliwy, a teraz co ? Powrócił niszczyć znowu mój świat ? Wtedy wtargnął do niego tak szybko, dostał wszystko czego pragnął i tym się nie nasycił, potrzebował więcej... Z tego wewnętrznego monologu wyrwał mnie gwizd czajnika, poszłam zalać kawę i powoli ją sączyłam, musiałam się uspokoić. Mała nie może odczuwać żadnych negatywnych emocji, wystarczy, że będąc w moim brzuchu musiała to znosić. Wdech - wydech, wdech - wydech, wdech - wydech ... Czas na prysznic.
Czas zleciał szybko, kiedy ja kończyłam tuszować, rzęsy mała wstała... Przebrałam ją, dałam jeść i wyszłyśmy na spacer, a przy okazji uzupełnić zakupy. Zdążyło się rozpogodzić, słońce grzało, ale dawał się we znaki chłodny wiatr. Kiedy nachylałam się nad wózkiem by ją wygodnie ułożyć, okryć kocykiem i zaświeci grzechotki dostałam kolejnego sms'a o treści: "Czyje to dziecko?!". W myślach odpowiedziałam Twoje debilu... Ale nic mu nie odpisałam, tego nie da się załatwić przez telefon.
Gdy wracałam do domu dorwał mnie pod klatką. Tego się bałam najbardziej, co ja mam mu teraz powiedzieć ?? Hm.
- Musimy porozmawiać i Ty dobrze o tym wiesz...
- Tak a niby o czym?? - Jego głos, spojrzenie... Do oczu napłynę mi łzy.
- O tym. - Wskazał na wózek. - I o nas....
- Jakich nas ?! Oszalałeś ?! - Podniosłam głos nie dobrze, wystarczy że już widział moje łzy. W dodatku mała się rozpłakała, gdy krzyknęłam. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam ją kołysać. On bez słowa wziął wózek i wniósł go po schodach do klatki. W końcu to nie ja musiałam się gimnastykować.
- Mel... Wiesz dobrze, że musimy porozmawiać. - Znowu zaczął...
- Dobrze. Przyjdź za godzinę. - Rzuciłam w jego stronę wchodząc po schodach.
Bez sensu byłoby dalsze spieranie się. Wymiękłam, ale On powinien poznać prawdę, a Nasza córka nie powinna wychowywać się bez Ojca. Czuję, że to będzie długa i ciężka rozmowa, poleją się łzy....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz