wtorek, 2 września 2014

Cz.3 "1+1 czy 2+1 ? "

Stał i się patrzył, panowała przeraźliwa cisza. Odwrócił się na pięcie i wybiegł z mieszkania usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwi, ale zaraz wrócił. Zdjął okulary i zaczął je wycierać, zająknął się tak jakby chciał coś powiedzieć, ale się nie odezwał.  Włożył je znowu na nos, podszedł do mnie i wziął Antosie na ręce, dałam mu ją bez słowa, a ona uśmiechnęła się do niego i zaczęła gaworzyć plując przy tym niemiłosiernie. Piękny widok, czekałam na ten moment od jej narodzin.  Teraz było widać jak są do siebie podobni, ten sam nos, uśmiech i spojrzenie. Poczułam jak po policzku płyną mi łzy  ze wzruszenia. Podszedł do mnie otarł je i objął ramieniem lecz szybko się uwolniłam i odeszłam kawałek od niego.
- Okay... Powiedz mi teraz, czemu ja nie wiedziałem nic o ciąży ? - Przerwał tą niezręczną ciszę.- A między czasie daj coś do wycierania jej buźki, bo zaraz oboje będziemy cali oślinieni. 
Siadłam na łóżku, zaczęłam zbierać myśli, trwało to dłuższą chwilę. Od czego zacząć ? Najlepiej od początku, tak mówią. 
- Pamiętasz jak napisałam do Ciebie po trzech miesiącach milczenia? - Zaczęłam. - To była pierwsza próba, ale Ty szybko urwałeś rozmowę, a na drugi dzień dowiedziałam się, że masz kogoś i jesteś zaręczony...
Po dwóch tygodniach znowu napisałam, ale miotały mną emocję, a i Ty odpisywałeś tak jakbym Ci przeszkadzała. Więc odpuściłam. Postawiłam na samotne macierzyństwo.. W sumie nie takie samotne, mój Tata po za Antosią nie widzi świata... - Urwałam. - Chciałam Ci powiedzieć, ale myślałam że jesteś szczęśliwy z nią... Nie chciałam Ci burzyć świeżo ułożonego życia. Tym bardziej, że kiedyś Cię oszukano w podobnej sprawie. Nie chciała ciągać się po sądach i prawnikach... - Tym bardziej, że poznałam jego prawnika osobiście. Hiena cmentarna, wszędzie zwęszył podstęp. Uważał, że każdy chce Krisa oskubać z pieniędzy, a sam robił to najlepiej. Chociaż nie ukrywam, że potrafił wyciągnąć człowieka z największego bagna. 
- Mel... Burzyć życia? Pamiętasz co Ci mówiłem, że jeśli będziesz w ciąży ze mną, będziesz najpiękniejszą kobietą na świecie i jedyną. 
-Kris, ja pamiętam twoje obietnice, wspólne marzenia ... Ale pamiętam, też że ich nie dotrzymałeś.- Nie chce odbijać teraz  piłeczki między nami kto jest winny.- Tylko nie myśl, że Cię obwiniam. Wszystko by się udało gdybyś nie postanowił wrócić. 
Rozpłakałam się, nie wiem czy to z nadmiaru emocji, a może bezsilności czy strachu,  że wyjdzie i znowu odejdzie. Nie chciałam tego, ale i nie wyobrażam sobie wspólnego życia po tym wszystkim... Wszystko tak naglę stało się takie cholernie popierdolone.
- Skarbie... Nie mam do Ciebie żalu. Może powinienem się awanturować, trzaskać drzwiami, straszyć adwokatem, że teraz Ci odbiorę naszą córkę. Ale... - Przerwał i po policzkach pociekły mu łzy, zaczął mówić przez zaciśnięte zęby. - Ale kurwa... To jednak moja wina i nie dziwię Ci się, że tak postąpiłaś. Okłamałem Cię i zostawiłem ... W tym wszystkim prawdą jest to, że jesteś, a raczej jesteście moim szczęściem i naprawdę was kocham. - Nagle się roześmiał i kontynuował : - Wybacz, że przerywam tak ckliwy moment, ale mamy małą awarię. 
Skierował spojrzenie na Antosię i nadal się śmiał, ona odwzajemniła uśmiech. Podeszłam do nich i chciałam ją zabrać, przewinąć, ale nie pozwolił mi, tylko się zapytał :
-Mogę ja to zrobić ? Muszę nadrobić te kilka miesięcy zaległości i jak najszybciej wcielić się w rolę Taty.
Zamurowało mnie, bez słowa wskazałam mu przewijak , podałam świeżego pampersa , chusteczki nawilżające i posypkę. Kris rozpiął śpioszki i zaczął rozbrajać pampersa... Zaraz zmarszczył nos. 
-Fuu... Ktoś tu chciał otruć Tatusia.- Roześmiał się i kontynuował czynność.
Wzięłam z szafki telefon, chciałam im zrobić pierwsze wspólne zdjęcie, ale obraz zaczął się rozmazywać. Z sekundy na sekundę zacierał się, aż w końcu zorientowałam się, że stoję w pustej przestrzeni. Poczułam coś zimnego na ręku, a zaraz na policzku. Coś lub ktoś zaczął mnie lizać, próbowałam odgonić to ręką, ale za chwilę wracało. Przekręciłam się na bok i otworzyłam oczy. Na wprost mojej twarzy stał Biszkopt, mój roczny labrador. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 5:30 . No tak pora na pierwszy spacer, wstałam, nastawiłam wodę na kawę. Chciałam odpalić pierwszego papierosa i własnie wtedy uświadomiłam sobie co mi się śniło... Poczułam ukłucie w sercu, to wszystko było takie realne. Do głowy przyszła mi myśl, którą wypowiedziałam na głos : 
- To był tylko sen. Jego już nie ma, dziecka nigdy nie było... - Pociekły mi pierwsze łzy, Biszkopt siadł koło mojej nogi i patrzył, próbował się zorientować co się dzieje. Kucnęłam przy nim pogłaskałam go i stwierdziła : - Ale za to Ty jesteś piesku. Czas na spacer.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz